Mielno - topielica

Do końca życia Mielno zapamiętam z powodu przygody, która się mi i mojej rodzinie tam przytrafiła. Nie można tego nazwać miłym, że moje dziecko o mało co, a trafiłoby do krainy wiecznych łowów. Izka kąpała się jak zwykle na samym brzegu, w odległości ok. 10-15 m. od brzegu, ale ponieważ świeżo nauczyła się pływać, więc troszkę poniosła ją fantazja i wypłynęła nieco dalej. Gdybym nie zauważył w odpowiednim momencie, że moje dziecko idzie na dno, to najpewniej byłoby już po niej, bo już na co, jak na co ale Na ratowników w Mielnie, to chyba liczyć nie można. Nie jest chyba tak źle, bo Ośrodek Sportów Wodnych Mielno zatrudnia odpowiedzialnych, silnych chłopaków, ale wkurzyłem się potężnie. Nie dziw zresztą, bo to przecież ktoś bardzo bliski był na krawędzi życia. Drugą przygodą było to, że z namiotu zwinęli nam kuchenkę turystyczną, jak pech to pech, ale za to znaleźliśmy na plaży czyjś portfel. Niebagatelna sumka 350 zł prawie przydała się nam bardzo. Mimo najszczerszych chęci nie było w środku żadnych namiarów na właściciela, więc oddać mu pieniędzy nie mogliśmy. Z Mielna pamiętać będziemy prawie tylko to, choć pobyt był udany, nie powiem.